sobota, 16 kwietnia 2016

SZEWSKA PASJA...


Na początku chciałabym podziękować za odwiedziny w czasie kiedy znowu mnie nie było :). Wszystkie Wasze komentarze doczekały się mojej spóźnionej odpowiedzi, a teraz zamierzam nadrobić zległości na Waszych blogach. Planowałam być wcześniej - zdjęcia powstały już jakiś czas temu na terenie parku przy Pałacu w Pszczynie, ale dopiero teraz udało się sklecić posta. Zatem do dzieła...

Są rzeczy, co do których mam przekonanie, że nigdy nie nastąpią. Tak było z Panią Grażyną Torbicką i TVP. Buzia Pani Grażyny od wczesnych mych lat kojarzy mi się z telewizyjną 'Dwójką' i zakładałam, że podobnie jak Mama Loska doczeka na Woronicza zasłużonej emerytury. Wieść gminna niesie jednak, że Pani Torbicka mury te opuszcza. Szkoda wielka, bo niekomercyjne kino całkiem mnie intersuje, a jakoś w czasach studiów, gdy granica dnia z nocą znacznie mi się zacierała, byłam zapalonym widzem programu "Kocham Kino".

Po co ten przydługawy wstęp? Jakoś mnie olśniło, że dawno nie było już rekomendacji żadnego filmu. Zatem dziś w moim kinowym cyklu "Gorąco Polecam" film "The Cobbler" - czyli w standardowo 'świetnym' tłumaczeniu po naszemu "Magik z Nowego Jorku"...

Kino może nie szczególnie 'górnolotne', ale jednak ciekawe, zapadające w pamięć, mające w sobie pewną magiczną cząstkę. Historia takiego sobie szewca, z miasta które 'nigdy nie śpi', szewca poczciwego, trochę kiwanego przez los, którego życie odmienia pewne niezwykłe znalezisko ;)... Jeśli myślicie, że wiecie co się dzieje z Waszymi butami, gdy je oddajcie do szewca, to koniecznie obejrzyjcie ten film :D. Gorąco polecam ;).



Czasami myślę sobie, że każdy szewc to chyba magikiem być musi, a te buty tylko z szewskiej pasji reperuje, bo na mój gust, to zarobić się na tym nie da :/. No bo tak: mało kto szewca odwiedza, bo czasy takie, że wolimy kupić nowe niż zreperować stare. W sumie też zakładałam zakup nowych butów w stylu vintage, bo te na zdjęciu miały zdrachane czubki, podeszwy, obcasy, słowem bida. Jako że mam do nich jednak pewną słabość, pomyślałam: "za niewiele ponad 20zł oddam do szewca, bo co mi szkodzi". Podczas odbioru niespodzianka - buty elegancko 'odrestaurowane', nawet czubki jak ze sklepu. Czary mary - oodałam stare, dostałam nowe :D. Kontynuując myśl: przy butach szewc zakładłam urobił się z godzinę (widać że włożył serce w robotę, a nie lamerował), materiały musiał kupić, miejsce na hali targowej opłacić... a za co żyć ?? Magia Panie Szewcu, no magia:(.


Spodnie - Orsay
Buty - Lasocki (CCC)
Kurtka - 'supermarket' ALDI
Kaszkiet - H&M
Torebka - Mohito
Szal - New Yorker

poniedziałek, 21 marca 2016

POZOR! SCARLETT! DIVADLO!


Chyba tym razem nie mam nic do powiedzenia. I nie mówię że nic mądrego, bo z tym różnie bywa, tylko po prostu nic. Welur miał być hitem zakończonego sezonu, ale szczerze mówiąc jakoś po ulicach nie było tego widać. Welur zawsze dobra rzecz, wiedziała o tym Scarlett O'Hara, kiedy z impetem zrywała z okna zielone zasłonki...


źródło: internet


Yhhh...humm...No cóż... Małysz też nie zawsze wygrywał...

Nie ma się jednak co śmiać, bo większość z nas jako dziecko miała welurowy dresik - "z misia". Wyglądał ktoś bardziej wyjściwo niż Scarlett? :P


Dooobrze, żeby już nie przedłużać: klaps, kamera, akcja. Marynarka zakupiona jeszcze jesienią w sh, wrzos, piękna głęboka śliwa, w sam raz na jesień, zatem pokazuję wiosną. Że nie wiosennie? Eee tam - Wielkopostnie za to. Jakby tak z drugiej kurtyny teatralnej zrobić spódnicę do ziemi i zdobyć stylowy "szmaticzku na paticzku" czyli czeski parasol, to Mary Poppins znów by się nie powstydziła :).

Buty - długa historia. Marzyły mi się Vagabondy, ale zostały wyeliminowane ze względu na cenę. Zanim się namyśliłam, to poniższe zniknęły z 'DeeZee', ale nie ma tego złego. W małym chińskim sklepie z butami za 45 zł, czyli połowę ceny internetowej :). Jako że szpilek nie ogarniam, a dobrze czasami spojrzeć na świat z góry, to stabilne, grube kopyto się przydaje :).

Kto się ostanio dobrze przyjrzał, zauważył że moje ulubione spodnie mają na kolanie dziurę. Nie był to bynajmniej efekt zamierzony, po prostu rozlazły się ze starości. Zastąpiły je nowe jeansy Lee - model Scarlett i O'Hara nie ma tu nic do rzeczy. Tanie nie były, mam nadzieję że wartej swojej ceny. Potestuję, dam cynk.

Kurde no, gdyby tak bardziej praktyczne hobby mieć, czeskiego się pouczyć, wesoły język, na majówkach przydatny, zamiast latać po mieście z aparatem i sceny robić.


Bluzka - Orsay
Spodnie - Lee
Buty - Vices (No Boso)
Kapelut - H&M
Torebka - Słoń Torbalski
Rękawiczki - Orsay
Marynarka - Next (sh)

środa, 2 marca 2016

POWTÓRKA Z ROZRYWKI...


Znowu nie było mnie tutaj trochę, albo nawet dłużej. Po takim czasie wypada chyba wrócić z czymś świeżym, nowym, odlotowym. No to wracam z... nowym aparatem... przyprawiającym nas o ból głowy :).

O konieczności zakupu nowego aparatu mówiłam właściwie od początku istnienia tego bloga. Wielokrotnie odgrażałam się, że lada moment wejdę w posiadanie lustrzanki, ale zawsze coś wypadło - dobra nazwijmy rzecz po imieniu - najczęściej zepsuło się auto, które po koniec swojego żywota stało się finansową studnią bez dna... Studnia ta została wczoraj zasypana, bo pełnoletni Pan Cinqecento odjechał na lawecie do krainy Wiecznych Złomów. I mimo, że krwi napsuł mi niesamowicie dużo, to zrobiło mi się tak jakoś smutno, bo delikwenta znałam od początku, a w swoich latach świetności woził mnie i inne księżniczki na różne urodzinowo-osiemanstkowe imprezy. No cóż, każda kareta w końcu kiedyś zamienia się w dynię... Goodbye, Mr Cinqecento, moje hipsterskie autko...

Jest za to nowy aparat. Na cyfrowej fotomałpie było jakoś prościej - klik, klik, cyk i zdjęcia gotowe. Teraz jasno, ciemno, iso, przesłona, wszystko rozmazane ze mną włącznie... o rety, popstrykaliśmy zdjęcia nad jeziorem Chechło, takie w marynarskim stylu, ale szkoda gadać, mżyło i dżdżyło, wszystko do kosza.

Kolejne podejście zrobiliśmy przy dobrej pogodzie. Tym razem też szału nie ma, ale jakość i tak lepsza niż w cyfrówce. Pogoda ostatnio kapryśna, więc ciężko zaplanować, co ubrać następnego dnia. A skoro ciężko, to najlepiej nie tracić czasu na kombinowanie, tylko postawić na 'ograne' pewniki. Zatem po raz kolejny 'sweTwór', w odsłonie stylowo bardziej współczesnej. Nie ukrywam, że pierwowzór zestawu znalazłam tutaj. Możemy oczywiście podywagować nad 'zżynaniem', 'kopiowaniem', no ale skoro mam w szafie gotowe komponenty do stworzenia tak fajnego zestawu, to dlaczego z tego nie skorzystać? W końcu o to też chyba chodzi, żeby czerpać z dobrych wzorców...

Dziękuję Wszystkim, którzy tu zaglądają, mimo że nie ma mnie w blogsferze. Pozdrawiam Was ciepło!


Sweter - Sivka
Spodnie - Orsay
Buty - Vices (DeeZee)
Czapeczka - H&M
Torebka - H&M
Ponczo - Esmara(Lidl)
Rękawiczki - Orsay

czwartek, 7 stycznia 2016

FROZEN SMOG


I nie mam tu na myśli Smogu z New Yorkera. Serio przestaje być śmieszno. Gliwice wyglądają dziś jak spowite mgłą knieje za czasów Światowida. Tyle że wtedy była to rzeczywiście mgła, a dziś za oknem mam gęsty, siwy, toksyczny smog. Głowa boli od samego patrzenia. Jak donosi lokalna prasa:

W Gliwicach oprócz pyłu PM10 (192 µg/m3) na zły stan powietrza wpływa wysokie stężenie pyłu PM2.5, który uznawany jest za najgroźniejszy dla ludzkiego zdrowia (178 µg/m3).





Słowo wyjaśnienia: nie było mnie tutaj ładna chwilę, i niewykluczone, że może się to powtarzać częściej. Nie mam głowy do wymóżdżenia wpisów przyzwoitej jakości, a samych fot wrzucać nie chcę, bo ideą tego bloga od początku było najpierw słowo, potem fota. Taki stan rzeczy nie wynika z mojego lenistwa, tylko konieczności wyższych. Bez względu na własne wpisy postaram się Was jednak odwiedzać. Powiedźmy, że blog przechodzi w status: 'frozen'.

Drobna spacerowa sesja z końca grudnia. Dwie nowości z SH - sweter(raczej męski, używany) oraz spódnica - nówka. Pozostałe rzeczy już na blogu gościły. Spódnice nie są moją mocną stroną. Chyba tym razem wyszła Ciotka Bardzo Klotka :p.



Madagaskar... no tego jeszcze nie grali...Czyżby psikusa zrobiły Pingwiny? :)



'Funkiel Nówka' z SH - zamiast 40 funtów 14 złotych. Skład nie najgorszy (43% wełny + 3% bawełny)


Sweter - Blue Harbour - Marks & Spencer (SH)
Spódnica - Autograph - Marks & Spencer (SH-nówka)
Buty - Reiker
Torba - Stradivarius
Kurtka - Reserved
Czapka - Reserved

czwartek, 17 grudnia 2015

HENDMEJD !



Niestety na wełniane piękności Balmain x H&M się nie załapałam, a właściwe nawet nie próbowałam załapać, bo szkoda przejechać się do Warszawy czy Krakowa, żeby wypić kawę w kolejce do sklepu, i wrócić z pustymi rękami :(. Wiadomo, z zakupem ciucha w takiej akcji, to jak przez wiele lat z awansem polskiej reprezentacji na mundial „zawsze mamy matematyczne szanse”…

Balmain'a, chcąc nie chcąc, zostawiam zatem wielkiemu światu, ale „nie ma tego złego…”, bo moja szafa powiększyła się o sweter z najnowszej kolekcji pewnej lokalnej, zdolnej projektantki, która nie dość że sweterzysko wymyśliła, to jeszcze wydziergała własnymi "ręcami", a nawet drutami :).

Sweter jest jasny, ale zamówiony był w ciemno, bo jedynymi wytycznymi jakie dostarczyłam, to te, że ma być jak Pancernik Potiomkin. Mocny, by przetrwać pogodowe rewolucje, i wytrzymały, by może kiedyś posłużył jakimś rodzinnym potomkom :). Przesłany projekt absolutnie wpadł mi w oko od pierwszego wejrzenia, no bo jakże inaczej, więc dałam Sivce zielone światło, by jechała z tym koksem. Tak, autorką i wykonawczynią tej zbroi jest nasza Sivka.

Ostatnio wyczytałam gdzieś w necie fajny tekst „Dlaczego hendmejdy nie są tanie? Bo pochodzą nie z Chin, tylko z pasji”. Tak jak moja zbroja powstała z Sivkowej pasji. Produkt polski, produkt dobrej jakości (25% wełna, 25% alpaka), produkt bardzo dobrze wykonany :)! Dzięki :).

Sweter w chwili robienia zdjęć miał niecałe 24h, więc nie zdążyłam z nim wiele pokombinować, ale też nie o to mi chodziło. Zestaw jest prosty, bo sweter ma tu grać rolę główną, i pokazywać – hmm… czystość formy. Spodnie – łup z sh, zakupione nowe z metką – cena sklepowa 20 funtów, cena w sh 14 zł, fajne - z lekkim dzwonkiem, wygodne, ale z jakością to „szału ni ma” - 100% poliester.

Przy okazji robienia zdjęć potestowałam utrzymywanie ciepła przez sweter - tak wiem wyszło super, grudzień a ja w samym swetrze latam. Na wszelki wypadek miałam w zapasie poncho, ale użyłam go dopiero godzinę po sesji, gdy zaczęło zmierzchać.

No jak taka zbroja, to trzeba było spróbować zdobyć jakiś zamek :D!



Puk puk, otwórzcie główne wrota!! Rycerstwo zawitało do bram!! Nie widać??

Niestety ten argument nie odniósł sukcesu, spróbowałam więc bocznymi drzwiami dla służby.

Hallo, tu śpiąca królewna, proszę otworzyć !! : )

Prawdziwa rycerka nigdy się nie podaje, ja tu zaraz splądruję ten zamek przez kotłownię!!!

Ostatnia szansa – ja Cię wyrzucą drzwiami, to wejdź oknem niestety się tu nie sprawdziła, solidne kraty skutecznie odebrały mi wszelkie nadzieje zdobycia zamku w tym dniu. Może następnym razem … :).

P.S. - trzeci raz z rzędu te same buty i torebka - chyba trochę przeginam :P. Obiecuję się poprawić :P

Sweter - Sivka
Spodnie - Next (sh)
Buty - Lasocki (CCC)
Kapelusz - Orsay
Torebka - Mohito
Okulary - nn

czwartek, 10 grudnia 2015

PODWÓJNY KASZMIR I TYLKO TWOJE KAPLUSZE


Mam ostatnio pewną niemoc twórczą. Jakby mi się chciało mniej, byle do Świat uciągnąć. Marzenia, marzenia, bo roboty moc.

Co nowego. Szafa stanęła. To znaczy sama się nie postawiła, tyko przyszedł Bob Budowniczy jeden z drugim, powiercili, pokręcili i zrobiła się szafa. Przemyślana, przedyskutowana, idealna. Prawie. W głowie mierzę, układam, sortuję. Szalg... Kapelusze... No właśnie. Prawie perfekcyjnie... I widzę tylko Twoje kapelusze...



- A jak je się w ogóle przechowuje???
- Bo ja wiem. Na czuja - pakuję je od lat do dużych reklamówek i wkładam na półkę.
- Może jest jakiś lepszy sposób na przechowywanie kapeluszy?? Jakieś wieszaki??
- Ponoć niestety nie ma :(. Albo worek albo pudło - zajmujące dużo miejsca i nie takie znowu tanie.
- No to - zostają tylko eleganckie, długie półki z reklamówką.
- Emilia Krakowska ma ponoć okołu stu kapeluszy.
- Tjaa...I oddzielne pomieszczenie dla nich. Kapelusiarnię.
- Może...

Przebojów sh ciąg dalszy. Sesja z końca listopada, ciągle bez kurtki, bo mam podwójne kaszmirowe grzanie - sweter z h&m - najnowsza kolekcja (wspominałam ostanio) i marynarka. Marynarka też z księżyca się trafiła. Granatowa, w 100% kaszmirowa i z sh za 30zł. Skoro czytam, że nowy sweter może kosztować i z 500zł, to nowa marynarka pewnie z 800?? Z ciekawości przeglądam co to Johnstones Cashmere. Dobra, nie ma pytań - ponad 500 "ojro". Fason męski, ale nie przeszkadza mi to, będzie można założyć obszerny sweter, bo nadciąga absolutny hit... ;). Ogólnie dziś w męskim klimacie na lekko. Pan Kapelusz - mój ulubiony, często prezentowany, staruszek - rocznik 2008 - wiele przeszedł, co też po nim widać. Skórzane rękawiczki i szyblety - po londyńsku, bo kto gentelwoman zabroni, cygaretki - bo do lata daleko, a wyglądać trzeba, i etniczny akcent w postaci chusty z frędzlami. I właściwie co z tego. Człowiek się stara, wyszykuje, naskacze, nagimnastykuje a aparat i tak swoje i cały efekt bierze w łeb...

Z innej beczki, przepraszam ostatnio miałam kilka sytuacji w temacie i muszę o tym wspomnieć. Swoją drogą - doprawdy nie rozumiem pewnych schematów zachowań. Ludzie mogą bywać w trudnych sytuacjach, nie mieć głowy do pewnych spraw. Jeżeli wyciągasz do nich pomocną dłoń, udzielasz wsparcia, nie oczekując nic w zamian, to chyba należy się słowo wyjaśnienia dlaczego nie dotrzymują warunków po swojej stronie, a przynajmniej słowo "przepraszam", a nie zero kontaktu i nieodbieranie telefonu. No cóż, "Murzyn zrobił swoje, Murzyn może odejść". Szkoda tylko, że Murzynowi nic darmo ni łatwo nie przyszło :|.


Marynarka - Johnstones Cashmere (SH)
Spodnie - Orsay
Buty - Lasocki (CCC)
Sweter - H&M
Kapelusz - Orsay
Torebka - Mohito
Chusta - Orsay