Zgodnie z obietnicą - duża dawka część z Malty :). Bez obaw - będzie mało mnie, a dużo zdjęć z widoczkami natury czy miejskimi ;). Starałam się tak skonstruować posta, żeby pokazać Maltę 'moim' okiem, bez przepisywania przewodnika turystycznego. No to jedziemy.
ISTOTNE INFORMACJE
1. PRZELOT
Na Maltę latają min. "tanie linie", a my je lubimy ;). Lot z Katowic trwa ok 2h 20 min.
2. "SEZON"
Jak dowiedzieliśmy się na miejscu, sezon na Malcie trwa od maja do października (w październiku jeszcze ludzie się kąpią w morzu). My byliśmy pod koniec kwietnia. Pogoda była już piękna i słoneczna, ale nie upalna. Śmiałków kąpieli wodnych nie widzieliśmy, za to plażowicze już mieli używanie "pełną gębą" :). Momentami na Malcie bywa wietrznie, ale porządna bluza z kapturem + jeasnowa kurteczka w zupełności wystarczą. Ja przed wylotem z Polski wpakowałam na siebie kurtkę trekingową z polarem, ale na miejscu nie ubrałam jej ani razu. Był to tylko zbędny balast.
3. EX-KOLONIA BRYTYJSKA
Malta była kolonią brytyjską. Co obecnie znaczy tyle, że ruch na Malcie jest lewostronny. Pamiętajcie o tym, jeśli będziecie rozważali wynajęcie samochodu :), czy rozglądali się chcąc przejść na drugą stronę ulicy ;). Od siebie dodam, że Malta ma dobrze rozbudowaną komunikację publiczną, i autobusem dojedziemy praktycznie wszędzie. Musimy mieć jednak na uwadze, że to w końcu kraj południowy ;), więc na rozkład jazdy nie bardzo jest po co patrzeć. Najlepiej przyjść na przystanek i cierpliwie czekać. Jak autobus przyjedzie to mamy szczęście, a jak nie, to może następny przyjedzie. Zdarza się też tak, że autobus przejeżdża obok naszego przystanku, ale się nie zatrzyma. Trzeba mu machać jak taksówce, ale i tak nie gwarantuje to, że się zatrzyma :D. Nie są to tylko nasze spostrzeżenia, ale przedyskutowane z innymi napotkanymi turystami.
Dodatkowo pamiętajcie o przejściówkach do angielskich kontaktów. To również pozostałość imperialna - "wtyczki trójniczki" jak je nazywam ;).
4. KRAJ KLAKSONÓW
Maltańczycy - podobnie jak Włosi - uwielbiają trąbić. Idąc wzdłuż ulicy kwadrans bez usłyszanego klaksonu, to stracony kwadrans. "Bip bip" :D.
5.JĘZYK
Mieszkańcy Malty mówią w dwóch językach: angielskim i maltańskim. Maltański brzmi bardzo egzotycznie. W niedzielę wybrałam się do Kościoła licząc, że Msza będzie w języku angielskim. Niestety była w maltańskim. Od tego czasu powiedzenie "Czuję się jak na tureckim kazaniu" nabrało dla mnie bardziej dosłownego znaczenia :).
VALETTA
Główną ulicą Valetty dojdziemy do morza. Najpierw jednak musimy przebić się przez morze ludzi. Czyli standard jak na Monciaku czy Krupówkach :D.
Ogrody Wielkiego Mistrza Zakonu Maltańskiego. Na teren dziedzińca i ogrodów można wejść bezpłatnie. Odpłatne jest zwiedzanie komnat i zbrojowni. Skorzystałam i jestem zadowolona, ale wiadomo zwiedzanie wnętrz zamków to kwestia gustu - jak kto lubi :)
Malta jest dosyć mocno ufortyfikowana. Ponoć znajduje się na niej około 20 fortów. My widzieliśmy tylko kilka. Nie trzeba ich jakoś specjalnie szukać, same wpadną pod nogi. A przy okazji piękne widoczki, jak prawdzie "morskie oka" ;).
Charakterystyczne zabudowy "wykusze" (?), o których wspominałam w poprzednim poście.
Valletta nocą
Polskie akcenty we Vallettcie

KLIFY DINGLI
Po kilku autobusowych przygodach szczęśliwie dotarliśmy do Klifów Dingli. Trzeba przyznać, że dla tych widoków watro było swoje na przystanku odczekać.
Turyści zawsze są kreatywni. Ich zapał czasami trzeba jednak zgasić :D.
SAN JULIAN
Miasto typowo turystyczne. Takie na miarę folderów Neckermana, TUI czy innych takich. Turkusowe zatoczki, zadbane nabrzeże, duża ilość knajpek i hoteli i... place budowy, bo nowych hoteli wciąż przybywa :D.
Domki dookoła to osiedlowe 'bloki' ;) - takie developerskie jak to się teraz buduje. Niektórzy na świecie mają garaże, a inni miejsca parkingowe na własne jachty. Zastanawiałam się nad kupnem, ale nie przewidzieli miejsca na pakowanie pontonu i materaca, więc standard niestety mi nie odpowiadał :P.
MDINA
Mdina jest średniowiecznym miastem, to dawna stolica Malty. Jest to tzw. "Miasto Ciszy" - na jego teren turyści mogą wejść, ale nie wjechać. Chyba że dorożką :D. Wjazd samochodem mają tylko mieszkańcy miasta, samochody dla nowożeńców, pogrzebowe, czy dostawczak zapatrujący lokalne restauracje.
CIEKAWOSTKA: W Mdinie kręcony był 1. sezon serialu "Gra o Tron". Dlaczego tylko 1, a nie następne? Wieść niesie, że ekipa filmowa przy okazji realizacji narobiła tylu szkód, iż musiała zapłacić odszkodowanie i więcej ich nie "zaproszono" ;)
Katedra Św. Pawła:
oraz eksponaty ze znajdującego się od razu obok Muzeum Muzyki na Malcie:
Tu już ulica miasta IL-Rabat, dosłownie przylegającego do Mdiny
Ogród botaniczny
W naszych wędrówkach zapuściliśmy się także do ogrodów botanicznych we Florianie (miasto tuż obok Valletty).
Ogród ten współpracuje z Uniwersytetem Maltańskim. Jakby nie patrzeć wyspecjalizowali się w kaktusach, a że tu wśród nas jest Ania - ich zapalony hodowca, więc zdjęcia te powstały właśnie z myślą o Niej :).
Malta kocha KOTKI :) :)
Tak. Malta kocha kotki. W trakcie naszych kilkudniowych wędrówek spotkaliśmy sporo miejsc - taki właśnie a'la 'kocich kawiarni'. Myślę, że zdjęcia mówią same za siebie i komentarz jest zbędny :). Szkoda, że podejście do bezdomnych kotków u nas jest w wielu przypadkach często nieco inne...
Rudziki to jednak moja słabość ;)
Poznaliśmy także mądrości życiowe... :o
I ja też tam byłam...
...i to już koniec :), bo nie chcę Was zamęczyć :), chociaż o Malcie można pisać i pisać.
sobota, 11 maja 2019
sobota, 4 maja 2019
BLUE MALTA
Niektórzy z Was, odwiedzający mojego instagrama, pewnie już się domyślili że w ostatnim tygodniu kwietnia wylądowałam na Malcie.
Szerszą relację z wyjazdu, zawierającą cuda maltańskiej natury i moje subiektywne spostrzeżenia, pokażę w osobnym poście. Nim to nastąpi muszę wyselekcjonować ze zdjęć 'the top of the top' i zebrać moje luźne myśli w pewną sensowną całość. Tak więc moi Mili Odwiedzający proszę Was o uzbrojenie się w cierpliwość :).
Tymczasem - na osłodę (czy też w oczekiwaniu na danie główne ;) ), mały aperitif w postaci krótkiej "typowej" sesji, którą popełniliśmy w niedzielny poranek tuż w okolicach naszego hoteliku. Wyjazdy mają to do siebie, ze trzaska się mnóstwo zdjęć a mimo tego "ustawek" brak. Niestety, jeśli leci się na krótko i chce zobaczyć jak najwięcej, to nie ma za bardzo czasu na wystawanie w jednym miejscu ;). Dla mnie to oczywiście nie problem, ale jak śpiewa Pan Cugowski: "bo do tanga trzeba dwojga", ktoś musi stać z drugiej strony aparatu i mozolnie te zdjęcia robić. Taka Bardzo Ważna Osoba, często jakoś zapominana przy oglądaniu zdjęć, bo na zdjęciach jej nie ma, a przecież gdyby nie jej aktywność, to żadnych zdjęć by nie było. Mając to na uwadze staram się nie wydziwiać i nie wyszukiwać odległych miejsc, tylko wypatrzyć w pobliżu mały fragment rzeczywistości, który można ładnie i smacznie pokazać.
Wszystkie zdjęcia zostały zrobione na jednej uliczce, dosłownie przylegającej do naszego hotelu. Nasz hotel jest po drugiej stronie białego samochodu na 6. zdjęciu od góry. Tłem dla typowo urlopowego zestawu jest charakterystyczna zabudowa Malty. Jednopiętrowe domki w kolorze piaskowego beżu, z umiejscowioną na I. piętrze kolorową hmm ... no właśnie czym? Loggią, czy już tzw. wykuszem (Madzia, pomóż!!! :) ), oraz drzwiami i okiennicami w tym samym kolorze. Zauważyłam, że mieszkańcy Malty najbardziej upodobali sobie różne odcienie niebieskiego i zielonego, chociaż zdarzają się też zabudowy żółte, czerwone czy po prostu beżowe.
Jeśli już o mieszkańcach mowa, to bardzo mili i otwarci na turystów ludzie. W trakcie tej naszej krótkiej sesji, drzwi przed którymi akurat robiliśmy zdjęcia otworzyły się na oścież. Nauczona naszym polskim podejściem do tego typu spraw już pomyślałam "No to teraz się zacznie... pogonią nas zaraz. Jak tu na szybko przepraszać, że bez pytania w niedzielę o 9.00 rano bombardujemy zdjęciami czyjąś prywatną posiadłość...". A tu tylko wyszedł Pan z małym dzieciaczkiem na ręku, żona mu pomachała na do widzenia, i jeszcze nas przepraszała, ze przerywa nam sesję (otwierając drzwi we własnym domu!!!). Ja grzecznie powiedziałam, że chciałam zdjęcia z drzwiami, bo mam beżowe spodnie i niebieską koszulę. Owa miła Pani aż podskoczyła z radości i przyklasnęła w ręce, tak spodobał jej się nasz fotograficzny pomysł. Taka fajna sytuacja :).
Co do samego ubrania: koszula nie spełniła celów, do jakich została zakupiona, ale mimo tego jakoś ją ogarniam. O koszulach to chyba napiszę osobnego posta. Ale do rzeczy. W warunkach klimatycznych, panujących na Malcie, koszule - takie z możliwością podwijania rękawa od nadgarstka po łokcie są wskazane. Dlaczego? Bo Słońce o pewnych porach dnia jest już dosyć ostre. Jeśli chwyci Was z swoje promieniste szpony, to przyrumieni jak kurczaki z rusztu ;). Co najlepsze, możecie tego w ciągu dnia w ogóle nie odczuwać, bo od strony Afryki nieźle rozpędza się wiatr, i jak wieje, to na rękach mamy przyjemny chłód :). Swoją drogą, taka koszula od tego wiatru nieco osłania. Ja miałam w walizce początkowo spakowane dwie, ale jedną później wywaliłam z powodu ograniczeń bagażowych, i na miejscu żałowałam. Spodnie to bawełniane chinosy, i od czasu do czasu goszczą na blogu, były też w paryskiej relacji :). Naprawdę bardzo wdzięczny model w podróży. Wygodne, płaskie trampki w optymistycznym kolorze, to niestety nie Conversy, a jakiś chiński pseudobucik, kupiony ze 3 lata temu za 20 zł na pasażu w markecie. Ale wygodne i wytrwałe, więc buty za 20 zł polecam. Co do torebki, to wiele z Was patrząc na te zdjęcia ma pewnie teraz w głowie koszyczkową plecionkę, i taka też leży u mnie w szafie, ale jak się leci na 5 dni z ograniczonym bagażem trzeba myśleć bardzo praktycznie ;). Zdjęcia i ja jesteśmy sauté :). Bez filtrów, makijażu, a jak niektórzy zauważą i bez żelazka. Czasami lepiej wykorzystać czas na inne rzeczy :). Wszystkim zniesmaczonym takim podejściem powiadam: "A idźcie do Kanta :D" (żart :) ).
Po prawej stronie nasz hotel :). Na zdjęcie się niestety nie zapał :).
Z tych drzwi wyszła miła Pani :).
Dziś same starocie:
Koszula - MLE Collection (zeszłoroczna)
Spodnie - Orsay
Plecak - H&M
Buty - "chińszczyzna" :)
Dziś same starocie:
Koszula - MLE Collection (zeszłoroczna)
Spodnie - Orsay
Plecak - H&M
Buty - "chińszczyzna" :)
sobota, 27 kwietnia 2019
LILLY ROSE
Pamiętacie buty, które naprawił mi osiedlowy szewc??? Pisałam o tym daaaawwno temu w poście SZEWSKA PASJA (KLIK). Wtedy byłam na etapie dywagacji, czy zawód szewca jest w ogóle finansowo opłacalny. Między wierszami mówiąc martwiłam się, że mój Pan Szewc nie przetrwa kolejnego roku. I tu kilka pozytywnych wiadomości: otóż ów Szwec is still alive. Na hali targowej ma wciąż swoje stanowisko :). Klientów mu chyba przybyło - i nie ma się co dziwić, bo to dobry fachowiec jest - gdyż czas oczekiwania na naprawę butów wzrósł do 1 tygodnia. Co więcej, Pan Szewc okazał się być człowiekiem bardzo przedsiębiorczym i poszerzył zakres świadczonych usług: dorabia klucze, ostrzy noże i nożyczki, a do dezynfekcji butów zakupił specjalną maszynę :). Full serwis normalnie. Drugą dobrą wiadomością jest to, że buty które Szewc mi naprawił kilka lat temu ciągle mam - jak z resztą widać na załączonych poniżej obrazkach. Co prawda zdjęcia pochodzą z zeszłego roku, ale buty zapewniam Was do dziś mają się wyśmienicie. Różowy nie należy do moich ulubionych kolorów, niemniej czasami zamiast umartwiać się na zapas, lepiej spojrzeć na świat przez różowe okulary :).
A jeśli o różowym mowa, to jest on dziś kolorem dominującym. Zdjęcia zostały zrobione na Placu Rzeźniczym w Gliwiach, który został obsadzony 13 pięknymi drzewkami. Drzewkami które nie dawały mi spokoju, bo niby podobne do wiśni, ale bez owoców, i te kwiatki jakby wiśnia, ale jednak nie nasza. Pogooglałam trochę (inaczej nie byłabym sobą, lub umarła z ciekawości) i wg miejskich źródeł jest to wiśnia piłkowana (Cerasus serrulata G. Don.) – popularnie zwana wiśnią japońską. Bardzo chciałam mieć w tym miejscu zdjęcia, więc na tę okazję musiałam ubrać coś odpowiedniego. Takie czasy, że ubranie pod okoliczności przyrody dobieram, coby kakofonii kolorystycznej nie było no... Jak szaleć to szaleć. Koszula pochodzi od Massimo Dutti, i kupiłam ją za całe 50 groszy polskich. Upolowana w sekcji "na wagę" osiedlowego SH. W tym samym też miejscu zakupiona została widoczna na zdjęciach jeansowa kamizelka. Ta była rzeczą wycenioną - czyli wiecie, ten moment w ciucholandzie gdzie kończy się klasa ekonomiczna i zaczyna business class ;) - kosztowała 9 zł. Proszę mieć zatem na uwadze, że jest rzeczą bardzo ekskluzywną. A tak poważniej mówiąc: naprawdę, po odrzuceniu kapelusza i okularów, które robią tu pewną ekstrawagancję, mam zwyczajny, codzienny zestaw z którego chętnie korzystam w pracy. W tej kamizelce i butach jestem jak firmowy szeryf, pilnujący ładu i porządku :D!
Dziś same starocie:
Kapelusz - Orsay
Spodnie - Lee
Koszula - Massimo Dutti (SH)
Buty - Lasocki
Autorem tych pięknych ujęć jest Sonia Dziech z myblackandwhitefashion
A jeśli o różowym mowa, to jest on dziś kolorem dominującym. Zdjęcia zostały zrobione na Placu Rzeźniczym w Gliwiach, który został obsadzony 13 pięknymi drzewkami. Drzewkami które nie dawały mi spokoju, bo niby podobne do wiśni, ale bez owoców, i te kwiatki jakby wiśnia, ale jednak nie nasza. Pogooglałam trochę (inaczej nie byłabym sobą, lub umarła z ciekawości) i wg miejskich źródeł jest to wiśnia piłkowana (Cerasus serrulata G. Don.) – popularnie zwana wiśnią japońską. Bardzo chciałam mieć w tym miejscu zdjęcia, więc na tę okazję musiałam ubrać coś odpowiedniego. Takie czasy, że ubranie pod okoliczności przyrody dobieram, coby kakofonii kolorystycznej nie było no... Jak szaleć to szaleć. Koszula pochodzi od Massimo Dutti, i kupiłam ją za całe 50 groszy polskich. Upolowana w sekcji "na wagę" osiedlowego SH. W tym samym też miejscu zakupiona została widoczna na zdjęciach jeansowa kamizelka. Ta była rzeczą wycenioną - czyli wiecie, ten moment w ciucholandzie gdzie kończy się klasa ekonomiczna i zaczyna business class ;) - kosztowała 9 zł. Proszę mieć zatem na uwadze, że jest rzeczą bardzo ekskluzywną. A tak poważniej mówiąc: naprawdę, po odrzuceniu kapelusza i okularów, które robią tu pewną ekstrawagancję, mam zwyczajny, codzienny zestaw z którego chętnie korzystam w pracy. W tej kamizelce i butach jestem jak firmowy szeryf, pilnujący ładu i porządku :D!
Dziś same starocie:
Kapelusz - Orsay
Spodnie - Lee
Koszula - Massimo Dutti (SH)
Buty - Lasocki
Autorem tych pięknych ujęć jest Sonia Dziech z myblackandwhitefashion
sobota, 13 kwietnia 2019
KWIAT JABŁONI
Wiosenna pogoda sprzyja temu by chwycić za aparat i zanurzyć w leśnej zieleni, zamiast siedzieć na internetach ;). Dziś będzie mało stylowo. Wleciałam do domu po pracy z prędkością tornada i głośno oznajmiłam "Idziemy fotografować kwitnące drzewka, tylko szybko bo szkoda słońca!!!". Ubrałam przysłowiowe "co bądź" (tak - koszulkę z napisem 'slowlife' nosiłam od rana) i dopiero na zdjęciach widzę, że trzeba było stópki chociaż w trampki przyodziać, żeby nie wyglądało tak topornie. Myślę, że gdybym podwinęła nogawki, to też było trochę lepiej, bo dookoła kostki zrobiłoby się trochę "masywniej", byłoby bardziej proporcjonalnie i zniknąłby efekt Charliego Chaplina: pozwijane za długie spodnie u dołu i wielki but. No trudno - w końcu to rzeczywistość i wiadomo - nie zawsze jest perfekcyjnie ;). Zapamiętam sobie na przyszłość :). Z resztą - główne skrzypce w dzisiejszym poście gra Kwiat Jabłoni, a to co mam ubrane to tylko improwizowany dodatek.
Na co dzień często muszę nakręcić sprężynę i działać na autopilocie. O poranku, między mieszkaniem a parkingiem istny ze mnie kierowca bombowca. Nasz Pan Dozorca ma często taki widok: lecę ja, tuż nad moim prawym ramieniem niczym szybowiec sunie plecak z laptokiem, w lewej ręce jak chorągiewka trzepocze torba ze śniadaniem, a w moim uchu aktywnie działa już zestaw słuchawkowy bo jestem on-line ze światem. Wiecie - wiadomo: "Halo wieża, halo wieża, dziś piękny słoneczny dzień, a ja mam tyle do zrobienia, że nie wiem co olać pierwsze :o :o :(((". Jeśli ktoś kiedyś zza rogu wyleci mi pod prąd, to będzie niezła kraksa. W mojej głowie zapala się więc wątek czujności: "Ludzie zejdźcie z drogi, bo bombowiec leci". Oczywiście w rytm piosenki o listonoszu co 'jedzie' ;) (swoją drogą - o co chodzi? był tak zapracowany, że nie zdążył się wykąpać czy co??? :P. Dobra koniec głupich żarcików - nie odpływajmy od tematu.) W tym locie uśmiecham się i krzyczę "Dzień Dobry!!!! :)))"
- Dzień Dobry, znowu mamy Dzień Świstaka!!! - odpowiada z uśmiechem Pan Dozorca.
No niby tak, ale coś jednak się zmieniło. Odkąd odkryłam Kwiat Jabłoni, w takich właśnie chwilach zaczyna dodatkowo śpiewać w mojej głowie Jacek Sienkiewicz:
"Już 8 rano, wiadomo,
że nie zdążysz więc
Nie trzeba biec "
Tak daleko mentalnie jeszcze nie jestem, żeby nie biec i zaryzykować że nie zdążę ;). Ale jeśli mam chwilę to zwalniam. Zwalniam zgodnie z filozofią #slowlife ;), "zatrzymać się, podziwiać, kontemplować". Staram się korzystać ze słońca i doceniać przyrodę napotkaną na polnym tracie, który często przemierzam na kijkach czy moim dwukołowcu. Podziwiam kwitnące, dzikie jabłonki, bo kwitną tylko krótką chwilę, a następna tak przyjemność dopiero za rok.
Niech zatem na "Dzień dobry" przywita się z Wami rodzeństwo Kasia i Jacek czyli Kwiat Jabłoni, a ten optymistyczny muzyczno-wizualny klimat towarzyszy Wam dziś i cały przez nadchodzący tydzień :). I bardzo Was proszę - posłuchajcie, naprawdę warto, bo to prawdzie diamenty!!!
Dziś same starocie:
Płaszcz - Orsay
Spodnie - Lee
T-shirt - Sinsay
Buty - Reebok
sobota, 6 kwietnia 2019
POCZTÓWKA ZE STARÓWKI
OK - stało się. Zatopiona we wszystkie pinteresty i inne instagramy dałam się uwieść beżowym lookom. Poszłam w komercję i wyglądam jak ...Wszyscy??... No ok. Nie mówię, że jest mi z tym jakoś szczególnie źle. Może nie podkreśla to jakoś mojego indywidualizmu, ale dobrze jest czasem mieć na sobie coś, co dobrze wygląda. Jak mawia Prezes Ochódzki "Wysoka Izbo! Dobrze jest, że ktoś ma dobrze. I bardzo dobrze!". W tym wypadku dobrze mam ja i dobrze mi z tym. Dla uproszczenia umówmy się, że mamy tu do czynienia ze swoistym 'Atakiem Klonów'. Ufff... jakoś ten przekaz mniej czy bardziej zgrabnie z siebie wydusiłam. Nie jest to osobliwość warta wielkiej dyskusji, więc jeśli ten nieprzyjemny fakt mamy już wyjaśniony, to możemy przejść do dalszej części posta.
Jak wiecie, eksperymentuję ostatnio na różnych płaszczyznach. Poniżej opis warunków, w jakich wykonywaliśmy dzisiejszą sesję. Można zawsze napisać: musieliśmy poszukać jakiegoś sensownego tła, co było trudne jak zwykle, a do tego pełno ludzi wokół, godzina za wczesna, słońce za ostre. Wszystko to jest oczywiście zgodne z prawdą. A można spojrzeć na świat inaczej :). Zapraszam do lektury, chociaż delikatnie mówiąc majstersztyk literacki to raczej nie jest, ale może kiedyś opiszę coś lepiej. "Übung macht den Meister" ;).
Zapowiadało się zupełnie zwyczajnie. Kolejna sobota. Jedna z wielu pięknych sobót, jakie jeszcze w tym roku nastąpią. Po wyjściu z samochodu powędrowaliśmy w głąb starówki w poszukiwaniu miejsca, z którego odjeżdża wehikuł do lat 70. Prototypy tych pojazdów były prezentowane "O północy w Paryżu". Niestety wpadliśmy w sam środek fali samochodów i ludzi płynących wąskim brukiem starówki. Zamiast robić swoje, co chwilę schodziliśmy z ulicy spłoszeni nadjeżdżającym autem i zaciekawionym spojrzeniem gapiów. Przez dłuży czas nie mieliśmy żadnego zdjęcia. Mimo lekkości powietrza atmosfera robiła się nerwowa.
Uliczne latarnie leniwie kładły się cieniem w blasku popołudniowego słońca. Tak naiwnie i bezmyślnie... Samobójczym gestem rzucały się wprost pod koła sunących samochodów. Ginęły, by po chwili znów odrodzić się w promieniach światła. I nie wiem już, czy to ich niemy krzyk, czy wewnętrzny głos podnoszącego się we mnie ciśnienia kazał mi podjąć środki ostateczne. Zmrużyłam lekko oczy i delikatnym skinieniem głowy wysłałam w kierunku Fotografa sygnał aprobaty. Zaczęliśmy strzelać. Do ludzi, do samochodów, do starej kamienicy naprzeciwko. Fotograf przyłożył twarz do optycznego celownika ze snajperską precyzją wymierzył i we mnie, oddając serię strzałów. Raz, dwa, trzy... W powietrzu słychać było nerwowy spust migawki. Bo cel uświęca środki... Był to jedyny sposób, by ocalić te chwile i dziesiątki istnień latarnianych cieni przed zapomnieniem... Oraz skompletować materiał do posta :D.
Elementy z kolekcji z poprzednich sezonów:
Spodnie - Lee
Buty - H&M
Koszulka - Orsay
Torba - Stradivarius Z nowych nabytków: Marynarka - MLE Collection Okulary - nie wiem co to, było w TESCO :)
Elementy z kolekcji z poprzednich sezonów:
Spodnie - Lee
Buty - H&M
Koszulka - Orsay
Torba - Stradivarius Z nowych nabytków: Marynarka - MLE Collection Okulary - nie wiem co to, było w TESCO :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)



