piątek, 29 kwietnia 2016

MARKA NA KREDYT


Sezon na trencza w pełni. Jak mnie zahaczył dwa tygodnie temu, tak do dziś trzyma. Niestety nie mam dobrych wiadomomości, dla dla spragnionych dziś nowości - nic nowego poza spodniami, które rodzinnie zmieniły właściciela na moją skromną osobę. Jak widać moda nie zna granic. Zestaw jest spontaniczny, tak jak spontaniczna była ta sesja w towarzystwie Soni - za co śliczne dzięki i za odjechane foty też! ;).

Nie chcę już przedłużać, jako że klimat majówkowy za pasem, więc lepiej pohasać po górach niż po blogach, lekko o temacie dyskusyjnym, bo szkoda czasu na roztrząsanie rzeczy dyskusji nie podjegającym. Moich okularach.

Zdarzenie: Żółta kartka za nielegalne użycie Ray Ban'ów.

Fa-kt: Tak. Pochodzące z promocji "Fa" okulary, dorzucone za darmo do żelu pod prysznic, z daleka śmierdzą Wayfarerem i nie zamaskuje tego brzydkiego zapachu nawet "świeżość poranka", czy tam "letnia bryza", albo inne hasło reklamowe.

Oświadczenie: rzeczy produktopodobnych, nie wydanych przez oryginalnego producenta nie kupujemy. Bo to kradzież. Okularów Ci u mnie dostatek, aż 3 pary, ale tymi "Fa"ntastycznymi darowanymi nie pogradziłam, jako i nasi nagim mieczem jednym i drugim.

Wrażenia sukiektywne: Wayfarer wymknął się spod kontroli firmy matki, i zaczęł żyć własnym życiem. Jest wizytowym modelem ulicznym staganów ze słonecznymi okularami w hipstersko-surferskich Chałupach, letnich festiwalach i takich klimatach. Kolorowe oprawki, szkła we wszystkich kolorach tęczy. No cuda, kombinacje, o których się producentowi nawet nie śniło. Co nie zmienia faktu, że jak zawsze "królowa jest tylko jedna". To, że oryginały marzą mi się, to mówię od dawna, i kiedyś je kupię. Ale wcześniej Aviatory. Tylko nie wszystko na raz. I nie dziś. Dziś muszę się jeszcze powstydzić, i pojechać na kreydcie zaufania marki, który spałacę przy zakupie okularów. To tyle.

P.S. Wszystkim majówkującym życzę miłego wypoczynku. Czy spędzacie ją w mieście, czy poza, wypoczywajcie i bawice się dobrze. Nie byłabym sobą, gdyby nie nasuwały mi się specyficzne (w domyśle durne) skojarzenia, więc obazki mówią same za siebie - kto pamięta klimat filmów z Inspektorem Clouseau, ten będzie wiedział ;).


źródło: pinterest.com


źródło: pinterest.com


Sesja - foto: Sonia Dziech
Trencz - Orsay
Buty - Lasocki (CCC)
Chusta - Orsay
Kapelusz - Orsay
Torebka - Mohito
Spodnie - nn
Okulary - promocja "Fa"

sobota, 16 kwietnia 2016

SZEWSKA PASJA...


Na początku chciałabym podziękować za odwiedziny w czasie kiedy znowu mnie nie było :). Wszystkie Wasze komentarze doczekały się mojej spóźnionej odpowiedzi, a teraz zamierzam nadrobić zległości na Waszych blogach. Planowałam być wcześniej - zdjęcia powstały już jakiś czas temu na terenie parku przy Pałacu w Pszczynie, ale dopiero teraz udało się sklecić posta. Zatem do dzieła...

Są rzeczy, co do których mam przekonanie, że nigdy nie nastąpią. Tak było z Panią Grażyną Torbicką i TVP. Buzia Pani Grażyny od wczesnych mych lat kojarzy mi się z telewizyjną 'Dwójką' i zakładałam, że podobnie jak Mama Loska doczeka na Woronicza zasłużonej emerytury. Wieść gminna niesie jednak, że Pani Torbicka mury te opuszcza. Szkoda wielka, bo niekomercyjne kino całkiem mnie intersuje, a jakoś w czasach studiów, gdy granica dnia z nocą znacznie mi się zacierała, byłam zapalonym widzem programu "Kocham Kino".

Po co ten przydługawy wstęp? Jakoś mnie olśniło, że dawno nie było już rekomendacji żadnego filmu. Zatem dziś w moim kinowym cyklu "Gorąco Polecam" film "The Cobbler" - czyli w standardowo 'świetnym' tłumaczeniu po naszemu "Magik z Nowego Jorku"...

Kino może nie szczególnie 'górnolotne', ale jednak ciekawe, zapadające w pamięć, mające w sobie pewną magiczną cząstkę. Historia takiego sobie szewca, z miasta które 'nigdy nie śpi', szewca poczciwego, trochę kiwanego przez los, którego życie odmienia pewne niezwykłe znalezisko ;)... Jeśli myślicie, że wiecie co się dzieje z Waszymi butami, gdy je oddajcie do szewca, to koniecznie obejrzyjcie ten film :D. Gorąco polecam ;).



Czasami myślę sobie, że każdy szewc to chyba magikiem być musi, a te buty tylko z szewskiej pasji reperuje, bo na mój gust, to zarobić się na tym nie da :/. No bo tak: mało kto szewca odwiedza, bo czasy takie, że wolimy kupić nowe niż zreperować stare. W sumie też zakładałam zakup nowych butów w stylu vintage, bo te na zdjęciu miały zdrachane czubki, podeszwy, obcasy, słowem bida. Jako że mam do nich jednak pewną słabość, pomyślałam: "za niewiele ponad 20zł oddam do szewca, bo co mi szkodzi". Podczas odbioru niespodzianka - buty elegancko 'odrestaurowane', nawet czubki jak ze sklepu. Czary mary - oodałam stare, dostałam nowe :D. Kontynuując myśl: przy butach szewc zakładłam urobił się z godzinę (widać że włożył serce w robotę, a nie lamerował), materiały musiał kupić, miejsce na hali targowej opłacić... a za co żyć ?? Magia Panie Szewcu, no magia:(.


Spodnie - Orsay
Buty - Lasocki (CCC)
Kurtka - 'supermarket' ALDI
Kaszkiet - H&M
Torebka - Mohito
Szal - New Yorker

poniedziałek, 21 marca 2016

POZOR! SCARLETT! DIVADLO!


Chyba tym razem nie mam nic do powiedzenia. I nie mówię że nic mądrego, bo z tym różnie bywa, tylko po prostu nic. Welur miał być hitem zakończonego sezonu, ale szczerze mówiąc jakoś po ulicach nie było tego widać. Welur zawsze dobra rzecz, wiedziała o tym Scarlett O'Hara, kiedy z impetem zrywała z okna zielone zasłonki...


źródło: internet


Yhhh...humm...No cóż... Małysz też nie zawsze wygrywał...

Nie ma się jednak co śmiać, bo większość z nas jako dziecko miała welurowy dresik - "z misia". Wyglądał ktoś bardziej wyjściwo niż Scarlett? :P


Dooobrze, żeby już nie przedłużać: klaps, kamera, akcja. Marynarka zakupiona jeszcze jesienią w sh, wrzos, piękna głęboka śliwa, w sam raz na jesień, zatem pokazuję wiosną. Że nie wiosennie? Eee tam - Wielkopostnie za to. Jakby tak z drugiej kurtyny teatralnej zrobić spódnicę do ziemi i zdobyć stylowy "szmaticzku na paticzku" czyli czeski parasol, to Mary Poppins znów by się nie powstydziła :).

Buty - długa historia. Marzyły mi się Vagabondy, ale zostały wyeliminowane ze względu na cenę. Zanim się namyśliłam, to poniższe zniknęły z 'DeeZee', ale nie ma tego złego. W małym chińskim sklepie z butami za 45 zł, czyli połowę ceny internetowej :). Jako że szpilek nie ogarniam, a dobrze czasami spojrzeć na świat z góry, to stabilne, grube kopyto się przydaje :).

Kto się ostanio dobrze przyjrzał, zauważył że moje ulubione spodnie mają na kolanie dziurę. Nie był to bynajmniej efekt zamierzony, po prostu rozlazły się ze starości. Zastąpiły je nowe jeansy Lee - model Scarlett i O'Hara nie ma tu nic do rzeczy. Tanie nie były, mam nadzieję że wartej swojej ceny. Potestuję, dam cynk.

Kurde no, gdyby tak bardziej praktyczne hobby mieć, czeskiego się pouczyć, wesoły język, na majówkach przydatny, zamiast latać po mieście z aparatem i sceny robić.


Bluzka - Orsay
Spodnie - Lee
Buty - Vices (No Boso)
Kapelut - H&M
Torebka - Słoń Torbalski
Rękawiczki - Orsay
Marynarka - Next (sh)

środa, 2 marca 2016

POWTÓRKA Z ROZRYWKI...


Znowu nie było mnie tutaj trochę, albo nawet dłużej. Po takim czasie wypada chyba wrócić z czymś świeżym, nowym, odlotowym. No to wracam z... nowym aparatem... przyprawiającym nas o ból głowy :).

O konieczności zakupu nowego aparatu mówiłam właściwie od początku istnienia tego bloga. Wielokrotnie odgrażałam się, że lada moment wejdę w posiadanie lustrzanki, ale zawsze coś wypadło - dobra nazwijmy rzecz po imieniu - najczęściej zepsuło się auto, które po koniec swojego żywota stało się finansową studnią bez dna... Studnia ta została wczoraj zasypana, bo pełnoletni Pan Cinqecento odjechał na lawecie do krainy Wiecznych Złomów. I mimo, że krwi napsuł mi niesamowicie dużo, to zrobiło mi się tak jakoś smutno, bo delikwenta znałam od początku, a w swoich latach świetności woził mnie i inne księżniczki na różne urodzinowo-osiemanstkowe imprezy. No cóż, każda kareta w końcu kiedyś zamienia się w dynię... Goodbye, Mr Cinqecento, moje hipsterskie autko...

Jest za to nowy aparat. Na cyfrowej fotomałpie było jakoś prościej - klik, klik, cyk i zdjęcia gotowe. Teraz jasno, ciemno, iso, przesłona, wszystko rozmazane ze mną włącznie... o rety, popstrykaliśmy zdjęcia nad jeziorem Chechło, takie w marynarskim stylu, ale szkoda gadać, mżyło i dżdżyło, wszystko do kosza.

Kolejne podejście zrobiliśmy przy dobrej pogodzie. Tym razem też szału nie ma, ale jakość i tak lepsza niż w cyfrówce. Pogoda ostatnio kapryśna, więc ciężko zaplanować, co ubrać następnego dnia. A skoro ciężko, to najlepiej nie tracić czasu na kombinowanie, tylko postawić na 'ograne' pewniki. Zatem po raz kolejny 'sweTwór', w odsłonie stylowo bardziej współczesnej. Nie ukrywam, że pierwowzór zestawu znalazłam tutaj. Możemy oczywiście podywagować nad 'zżynaniem', 'kopiowaniem', no ale skoro mam w szafie gotowe komponenty do stworzenia tak fajnego zestawu, to dlaczego z tego nie skorzystać? W końcu o to też chyba chodzi, żeby czerpać z dobrych wzorców...

Dziękuję Wszystkim, którzy tu zaglądają, mimo że nie ma mnie w blogsferze. Pozdrawiam Was ciepło!


Sweter - Sivka
Spodnie - Orsay
Buty - Vices (DeeZee)
Czapeczka - H&M
Torebka - H&M
Ponczo - Esmara(Lidl)
Rękawiczki - Orsay

czwartek, 7 stycznia 2016

FROZEN SMOG


I nie mam tu na myśli Smogu z New Yorkera. Serio przestaje być śmieszno. Gliwice wyglądają dziś jak spowite mgłą knieje za czasów Światowida. Tyle że wtedy była to rzeczywiście mgła, a dziś za oknem mam gęsty, siwy, toksyczny smog. Głowa boli od samego patrzenia. Jak donosi lokalna prasa:

W Gliwicach oprócz pyłu PM10 (192 µg/m3) na zły stan powietrza wpływa wysokie stężenie pyłu PM2.5, który uznawany jest za najgroźniejszy dla ludzkiego zdrowia (178 µg/m3).





Słowo wyjaśnienia: nie było mnie tutaj ładna chwilę, i niewykluczone, że może się to powtarzać częściej. Nie mam głowy do wymóżdżenia wpisów przyzwoitej jakości, a samych fot wrzucać nie chcę, bo ideą tego bloga od początku było najpierw słowo, potem fota. Taki stan rzeczy nie wynika z mojego lenistwa, tylko konieczności wyższych. Bez względu na własne wpisy postaram się Was jednak odwiedzać. Powiedźmy, że blog przechodzi w status: 'frozen'.

Drobna spacerowa sesja z końca grudnia. Dwie nowości z SH - sweter(raczej męski, używany) oraz spódnica - nówka. Pozostałe rzeczy już na blogu gościły. Spódnice nie są moją mocną stroną. Chyba tym razem wyszła Ciotka Bardzo Klotka :p.



Madagaskar... no tego jeszcze nie grali...Czyżby psikusa zrobiły Pingwiny? :)



'Funkiel Nówka' z SH - zamiast 40 funtów 14 złotych. Skład nie najgorszy (43% wełny + 3% bawełny)


Sweter - Blue Harbour - Marks & Spencer (SH)
Spódnica - Autograph - Marks & Spencer (SH-nówka)
Buty - Reiker
Torba - Stradivarius
Kurtka - Reserved
Czapka - Reserved

czwartek, 17 grudnia 2015

HENDMEJD !



Niestety na wełniane piękności Balmain x H&M się nie załapałam, a właściwe nawet nie próbowałam załapać, bo szkoda przejechać się do Warszawy czy Krakowa, żeby wypić kawę w kolejce do sklepu, i wrócić z pustymi rękami :(. Wiadomo, z zakupem ciucha w takiej akcji, to jak przez wiele lat z awansem polskiej reprezentacji na mundial „zawsze mamy matematyczne szanse”…

Balmain'a, chcąc nie chcąc, zostawiam zatem wielkiemu światu, ale „nie ma tego złego…”, bo moja szafa powiększyła się o sweter z najnowszej kolekcji pewnej lokalnej, zdolnej projektantki, która nie dość że sweterzysko wymyśliła, to jeszcze wydziergała własnymi "ręcami", a nawet drutami :).

Sweter jest jasny, ale zamówiony był w ciemno, bo jedynymi wytycznymi jakie dostarczyłam, to te, że ma być jak Pancernik Potiomkin. Mocny, by przetrwać pogodowe rewolucje, i wytrzymały, by może kiedyś posłużył jakimś rodzinnym potomkom :). Przesłany projekt absolutnie wpadł mi w oko od pierwszego wejrzenia, no bo jakże inaczej, więc dałam Sivce zielone światło, by jechała z tym koksem. Tak, autorką i wykonawczynią tej zbroi jest nasza Sivka.

Ostatnio wyczytałam gdzieś w necie fajny tekst „Dlaczego hendmejdy nie są tanie? Bo pochodzą nie z Chin, tylko z pasji”. Tak jak moja zbroja powstała z Sivkowej pasji. Produkt polski, produkt dobrej jakości (25% wełna, 25% alpaka), produkt bardzo dobrze wykonany :)! Dzięki :).

Sweter w chwili robienia zdjęć miał niecałe 24h, więc nie zdążyłam z nim wiele pokombinować, ale też nie o to mi chodziło. Zestaw jest prosty, bo sweter ma tu grać rolę główną, i pokazywać – hmm… czystość formy. Spodnie – łup z sh, zakupione nowe z metką – cena sklepowa 20 funtów, cena w sh 14 zł, fajne - z lekkim dzwonkiem, wygodne, ale z jakością to „szału ni ma” - 100% poliester.

Przy okazji robienia zdjęć potestowałam utrzymywanie ciepła przez sweter - tak wiem wyszło super, grudzień a ja w samym swetrze latam. Na wszelki wypadek miałam w zapasie poncho, ale użyłam go dopiero godzinę po sesji, gdy zaczęło zmierzchać.

No jak taka zbroja, to trzeba było spróbować zdobyć jakiś zamek :D!



Puk puk, otwórzcie główne wrota!! Rycerstwo zawitało do bram!! Nie widać??

Niestety ten argument nie odniósł sukcesu, spróbowałam więc bocznymi drzwiami dla służby.

Hallo, tu śpiąca królewna, proszę otworzyć !! : )

Prawdziwa rycerka nigdy się nie podaje, ja tu zaraz splądruję ten zamek przez kotłownię!!!

Ostatnia szansa – ja Cię wyrzucą drzwiami, to wejdź oknem niestety się tu nie sprawdziła, solidne kraty skutecznie odebrały mi wszelkie nadzieje zdobycia zamku w tym dniu. Może następnym razem … :).

P.S. - trzeci raz z rzędu te same buty i torebka - chyba trochę przeginam :P. Obiecuję się poprawić :P

Sweter - Sivka
Spodnie - Next (sh)
Buty - Lasocki (CCC)
Kapelusz - Orsay
Torebka - Mohito
Okulary - nn